Kolczyki u małych dziewczynek. „Widzimisię” rodziców?

Październik 24, 2016
Kolczyki u małych dziewczynek. "Widzimisię" rodziców?

W ostatnich latach pomysł na przekłuwanie uszu małym dziewczynkom jest dość popularny. To właśnie moda sprawiła, że coraz częściej na ulicy spotykamy już dwumiesięczne dziewczynki z błyskotkami w uszach. Nie potępiam rodziców, którzy podejmują taką decyzję – ich prawo, ich wybór, ich decyzje. Sama znalazłam się w tym sorcie…

Sama posiadam przebite uszy, a za czasów liceum miałam nawet kilka dziurek w jednym uchu. Taki owczy pęd za modą… bo koleżanki mają to i ja zrobię, nie będę gorsza. Moja przygoda z przebijaniem własnego ciała na trzech kolczykach się skończyła. Nigdy nie ciągnęło mnie do przebicia języka czy pępka. Jestem bardziej z tych co płaczą przy pobieraniu krwi nawet z palca. Choć nie ukrywam, że zazdrościłam koleżankom, które miały kryształki Swarovskiego w pępku. Jednak strach przed bólem zawsze brał górę. Tak samo mam z tatuażami podobają mi się, ale na samą myśl, jak to musi strasznie boleć, to od razu trzeźwieje.

Trend przekłuwania uszu rozprzestrzenia się jak epidemia. Sama się nim zaraziłam, jednak dzisiaj na sprawę przekłuwania uszu patrzę nieco szerzej, świadomie i z bagażem doświadczeń. To jest jednak bardzo osobista decyzja każdego rodzica. Nie można narzucać nikomu swojego zdania i przekonań. Jedynie co dzisiaj mogę zrobić, to opowiedzieć swoją historię, bo odpowiedzi na pytanie jaki jest odpowiedni wiek, żeby dziecku przebić uszy nie znam i chyba nikt z nas nie może jednoznacznie stwierdzić. Każdy ma swój rozum, podejmuje świadome decyzje i wychowuje dzieci według własnych zasad.

Gdybym jednak miała wybór, ten drugi raz…

Gdybym miała jeszcze raz wybór po prostu dzisiaj bym tego nie zrobiła. Nie tak szybko, zaczekałabym do momentu kiedy to ona podejmie świadomą decyzję. Poszliśmy za ciosem, przekłuwamy. Chyba jak większość mam tłumaczyłam sobie i szukałam logicznych argumentów za. Np.:

1.    Nie będzie pamiętała.
2.    Dostała kolczyki na chrzciny, trzeba je w końcu wykorzystać.
3.    Córka Oli już ma…
4.    Będzie tak ładnie wyglądać.
5.    Czym prędzej, tym lepiej, bo i tak to kiedyś zrobi.
6.    Ja mam, babcia ma, większość z nas ma.

Więc, gdy Amelia skończyła 6 miejscy uznałam, że to już czas, żeby w jej uszkach pojawiły się małe wkrętki, a po okresie gojenia, śliczne, złote kolczyki z diamencikami, które dostała od babci na chrzciny.

Pierwsze uszko poszło bezboleśnie. Nie wiem czy ją bolało czy wystraszył ją odgłos strzelającego pistoletu, nie płakała raczej była w szoku, zdezorientowana. Z własnego doświadczenia mogę tylko przypuszczać, że wystraszyła się całej sytuacji, która rozgrywała się wokół niej. Z drugim uszkiem było trochę ciężej, jednak zabawiana przez towarzystwo roześmiała się i zrobione.

Wyglądała ślicznie, jakkolwiek kolczyki mogły dodać jej uroku, to zrobiły to. Jednak mój zachwyt nie trwał długo. Problemów z gojeniem przebitych uszów, ropieniem czy reakcji alergicznej nie mieliśmy. Problem pojawił się pewnego wieczoru, gdy Amelia jakimś sposobem straciła jeden kolczyk. Po dzień dzisiejszy nie wiem czy zahaczyła i wyrwała go sobie kulając się w łóżku, czy zahaczyła o poduszkę, kocyk, kołderkę czy w najgorszym przypadku była to moja wina, bo na przykład mogłam zahaczyć przy zdejmowaniu jej ubrań.

Jedno było pewne brakowało kolczyka, a w miejscu gdzie go nie było pojawiła się krew i zaczerwienienie. Kolczyk znalazłam podczas odkurzania, całe szczęście, że odkurzacz go wciągnął, a nie Amelia, która w tamtym okresie już raczkowała i wkładała wszystko do buzi. Przypadek? Historia jakich wiele, która o niczym nie świadczy. Gdybyśmy wiedzieli, że jutro potkniemy się w ogóle nie wychodzilibyśmy z domu… Prawda?

Ale ładny chłopczyk

Dzisiaj wiem jedno, drugi raz nie zrobiłabym tego tak szybko. Niczemu nie służy przebicie kilkumiesięcznemu dziecku uszu. Nawet nam dorosłym może wydarzyć się taka sytuacja, ale jeżeli pewnych rzeczy możemy unikać i nie prowokować losu, to nie róbmy tego. Na wszystko przyjdzie odpowiedni czas. Jeżeli jednym z impulsów do przebicia uszu jest komentarz starszej Pani z osiedla  „…ale ładny chłopczyk…” to zasugerujcie jej może wizytę u okulisty.

Dzięki temu unikniecie pytań „co to za nowa moda tylko na jeden kolczyk w uchu”. Nie zdecydowałam się drugi raz przebić jej prawego ucha i nie mam odwagi wyciągnąć kolczyka z lewego. Taki zabieg dla samej równowagi. Zostawiam, tłumacząc sobie, że będzie mniej strachu, kiedy sama poprosi by jej przebić kolejny raz.

Potencjalne zagrożenie

Należy pamiętać o jednym. Istnieje wiele potencjalnych zagrożeń, które wynikają ze zbyt wczesnego przebicia dziewczynkom uszu: infekcje, ropiejące dziurki czy reakcja alergiczna na tworzywo, z którego wykonane są kolczyki, a w najgorszym przypadku przerwanie płatka ucha. Chociaż niektórzy twierdzą, że pistolety są sterylne i odpowiednio dezynfekowane, to prawdą jest tylko fakt, że pistolety do przekłuwania uszu są tylko dezynfekowane, co sprawia, że nie są sterylne.

Poprzez dezynfekcję zmniejszyła się tylko liczba mikroorganizmów. Pistolet nie jest poddawany sterylizacji, bo jego mechanizm i materiał, z którego jest wykonany (tworzywo sztuczne) nie pozwala na to, a więc pistolet nie będzie pozbawiony wszystkich drobnoustrojów. Staje się zagrożeniem.

Jeżeli już musicie przebić dziecku uszy i żadne logiczne argumenty Was nie przekonują, wybierzcie sprawdzonego, z doświadczeniem i z polecenia specjalistę. Zasięgnięcie opinii wsród doświadczonych mam. Nie zostawiajcie dziecka w rękach osoby, która ukończyła kilkugodzinny kurs z obsługi pistoletu.

Zwróćcie uwagę…

… gdzie wykonywany jest zabieg i jak czyste jest pomieszczenie. Jeżeli miejsce do którego sie udacie nie grzeszy czystością to uciekajcie ile sił w nogach. Nie ma nic bardziej odrażającego niż śmieci, brudna recepcja, porozrzucane waciki i patyczki. Niech te „drobne” elementy będą sygnałem, wskazówka, żeby po prostu bez tłumaczenia wyjść i zamknąć drzwi za sobą i nigdy więcej tam nie wracać.

Zwróćcie uwagę…

… czy osoba dokonująca zabieg używa jednorazowych, sterylnych rękawiczek i sterylnie zapakowanych kolczyków, czy dezynfekuje dziecku uszy. Pozostawienie dziecka w rękach osoby nieodpowiedzialnej, ledwo wyszkolonej i bez doświadczenia, nie przestrzegającej zasad higieny i czystości nie jest dobrym pomysłem. To co możemy zrobic dla swojego dziecka to zabrać je do domu i nie ryzykować. Jeśli istnieje inna szansa, żeby upiększyć swoje dziecko to zainwestujcie w opaskę z kokardą lub kwiatkiem. Lepiej zdecydować sie na mniej drastyczne kroki i wybrać opcje mniej ryzykowną, żeby osiągnąć zamierzony cel. 

A czy wy zdecydowałyście się na kolczyki u Waszych córeczek? Czy może jesteście na etapie podjęcia takiej decyzji?

 

Udostępnij

gadkamatka

Patrycja, 28 lat. Mama i żona. Poza macierzyństwem dużo energii traci pracując w jednej z największych w Polsce korporacji. Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę. Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną.

  • meandmyspace.pl

    Nadal czekam 🙂 moje dziewczynki dostały kolczyki na chrzciny ale nie zdecydowałam się na przekłucie im uszu tak wcześnie. Poczekam aż same będą chciały. Pozdrawiam

    • pewnie 🙂 ja muszę teraz uważać przy ściąganiu ubrań, czesaniu czy nawet wspólnych wygłupach itp. zawsze się boje ze zahaczę ;/

  • Uszy „zakolczykowałam” sobie jak miałam jakieś 10-11 lat. Potem jak Ty szłam za modą – każde kolejne kolonie wiązały się z kolejną dziurką w uchu (przekłuwanie na ziemniaka, agrafką itp.). Dramatem okazało się przebijanie na wspomnianego wcześniej ziemniaka chrząstki usznej (debilizm wiem) – po tygodniu męczenia się z raną i niemożliwością spania na lewym boku wyjęłam kolczyka i dziurka się zagoiła. Finalnie w jednym uchu mam 4 dziurki w drugim 3, korzystam (od czasu do czasu) ze standardowej pary. Zosia obecnie ma 2,5 roku i dopóki sama nie powie: „Mamo, chcę mieć przekłute uszy” dopóty nie będę ruszać tego tematu.
    Z mojego punktu widzenia im później tym lepiej.

    • tak! pamiętam albo najgrubszą igłą z apteki i ziemniak pod ucho 😀 tez tak próbowałam z koleżankami 😀

  • Angela

    Witam, ja przebilam córce uszy w 7 miesiącu. Moja mama panikowala strasznie i mi ich nie przebiła, ile to wieczorów przeplakalam, ze chce miec , ale sama bałam się iść, dopiero w 6 klasie odwazylam się na wymarzone kolczyki. Długo mialam pretensje do mamy. Zawsze bałam się bólu, ale po porodzie wiem, że żaden ból mi juz nie straszny i po 2 miesiącach od porodu zrobiłam sobie wymarzony tatuaż na nadgarstku. Nie żaluje, a i wcale nie bolało😊 niebawem bedzie kolejny, na kostce 😊 pozdrawiam

    • Podziwiam za odwagę, ja pewnie nigdy się nie zdecyduję :D:D

  • Natalia Hoffmann

    Ja kolczyki zrobiłam w wieku 10 lat . Poszłam z mamą i do końca życia nie zapomnę jaka byłam z siebie dumna. Córka ma obecnie 6 lat i już słyszałam prośby o kolczyki odmawiam jest za mała będzie miała 10 lat wtedy zrobimy kolczyki jeśli będzie chciała 😉

    • Pewnie , poczekajcie jeszcze trochę 🙂

  • Kasia

    Fajnie, że poruszyłaś ten temat i to z taką konkluzją.
    Ja kolczyków nie mam, nigdy nie miałam, bo nie mogę – profilaktyka zapalenia wsierdzia po operacji serca. Przed wizytą u dentysty biorę antybiotyk, przed kolczykami/tatuażem też bym musiała, a nie chcę ryzykować zdrowia/życia dla takiej pierdoły 😉 Jasne, mając lat 14 chciałam sobie całe ucho zrobić, ale nie zrobiłam i nie żałuję. Jedynie irytuje mnie fakt otrzymywania kolczyków w prezencie i to często od osób, które znam od lat. Widać jest to tak nieistotny szczegół wyglądu, że nikt nie zauważa jego braku. I trochę przykro mi się robi, kiedy widzę dzieci ledwo co chodzące z kolczykami. Dla mnie przebijanie uszu tak małym dzieciom zupełnie nie ma uzasadnienia.
    Mojej córce kolczyki zrobię jak mnie o to wyraźnie poprosi.

    Natomiast jedna rzecz o której nie napisałaś i o której mało kto wie. Warto rozważyć przebicie uszu u piercera – przy użyciu pistoletu ucho nie jest przebijane, a w zasadzie miażdżone. Nie ma tam igły (tzn. jeśli są takie pistolety to przepraszam za dezinformację, ja miałam okazję obserwować tylko takie do strzelania kolczykami), jest tylko tępa końcówka, która jakoś musi przejść przez tkanki, więc je rozrywa. To także dlatego rana może się babrać lub można coś uszkodzić. Piercerzy uszy przebijają wysterylizowaną igłą. Dodatkowo jest to też bardziej precyzyjne, jest szansa na mniejszą deformację i lepsze dopasowanie kolczyków do indywidualnych potrzeb.

    • Kasiu, słyszałam właśnie o tym „miażdżeniu” ucha, z tego co się orientowałam to pistolety nie mają igły, a samo przekłucie zwykle odbywa się kolczykiem, który może uszkodzić uszko.

      Nie chciałam pisać suchego postu, dlaczego nie wolno, ja przyznaje się do „błędu” i może ktoś zastanowi się zanim podejmie decyzję… :*

  • Nasza półtoraroczna córcia dostała kolczyki od babci, ale na razie nie będziemy jej przekłuwać uszu. Dla mnie nie ma to sensu w tak młodym wieku. Sama miałam przekłuwane jak miałam może z 8 lat. Jeszcze poczekamy, nawet jak ktoś będzie się ciągle pytał, czy to chłopczyk czy dziewczynka 😉

    • ja poszłam za ciosem, sama miałam przekłuwane uszy jak miałam jakieś 6 miesięcy, więc wydawało mi sie ze to jest normalne.. Dlatego dzisiaj, gdybym miała jeszcze raz podjąć decyzję poczekałabym.