Tarta z malinami i kremem mascarpone

Listopad 01, 2015
Tarta z malinami i kremem mascarpone

Historia niczym z pierwszych stron gazet! A jak!

Do zakupu formy na tartę przymierzałam się już jakiś czas temu. Wydaje się, że żaden wyczyn iść do sklepu i kupić, ale uwierzcie, że zjeździłam kilka sklepów, w tym kaufland, tesco, pepco, real i inne możliwe sklepy w mojej okolicy i formy na tartę nigdzie nie mogłam dostać. Wiedziałam, że w ikei jest ich pod dostatkiem, ale było mi nie po drodze, poza tym wyprawa po Ikei wiąże się z komentarzami z mojej strony „to też się przyda”, a co za tym idzie? Z jednego zakupu za całe 19 zł (cena formy), robi się rachunek na kilka stówek.
Więc kiedy w piątek z mamą i Am napadłyśmy na Ikeę w poszukiwaniu już ozdób świątecznych, wiedziałam, że bez tej wyszukanej formy nie wyjdę!

Moje zdziwienie przy kasie, kiedy kasjerka zakomunikowała, że nie skasuje mi jej bo. …wzięłam z wystawy i nie ma kodu, do tego Amelia już marudziła, a i kolejka coraz większa za nami się robiła i powoli czułam oddech znudzenia za moimi plecami… Ale jak wiecie z naszego fan-page udało się i nawet coś w piątek upiekłam.

Dla mnie sukces numer jeden – pierwsza w życiu tarta, pierwsze w życiu ciasto! Które wyszło nawet bardzo smacznie.

Zanim ruszyłam w wir pieczenia, przejrzałam kilkanaście przepisów na Tartę z malinami i kremem mascarpone, każdy podawał inny sposób przygotowania samego ciasta np. na cały dzień wkładamy ciasto do lodówki, albo na kilka godzin… Ale, że jak to? Ja chcę zrobić ciasto, wywałkować, wrzucić na formę i do pieczenia. Wyciągam gotowy spód, nakładam krem, piekę i na sam koniec układam maliny. 30 minut i pasiemy nasze brzuszki. Proste? Proste! Ale w praktyce było to bardziej skomplikowane dla kogoś kto pierwszy raz ma styczność z cała obróbką tarty!

Oko w oko z produktami 
Spód
250 g mąki pszennej tortowej
150 g masła schłodzonego
szczypta soli
3 łyżki cukru
1 jajko

Krem
250 g sera mascarpone
250 ml mleka zagęszczonego słodzonego (z puszki)
2 jajka
3 kartonowe pudełeczka świeżych malin (można oczywiście dać mniej)

Armagedon w kuchni

1.Formę na tartę posmarowałam grubą warstwą masła, która została po odkrojeniu dokładnie 150g z jednej osełki (tym razem w całym przepisie gramy masła, mąki zgadzały się co do jednego, bałam się, że wyjdzie jakiś zakalec, mając w głowie jak z mamą kiedyś piekłyśmy brownie, a wyszedł zwykły murzynek z czekoladą).

2.Mąkę wraz z pokrojonym w kosteczkę masłem, szczyptą soli i cukrem rozcierałam palcami, aż powstały drobne okruszki, następnie dodałam jajko i ciasto formowałam w kulę. Później trzeba było rozwałkować, i tutaj był problem – bo papieru do pieczenia nie miałam, a zdecydowanie ułatwił by rozwałkowanie ciasta i przełożenie go do formy. Rozwałkowane ciasto „kawałkami” przenosiłam do formy, gdy już cała była powykładana plastrami – musiałam jakoś rozwałkować sklepienia – pomocny okazał się słoiczek deseru Am gerber – jego wielkość idealnie wpasowała się w średnice formy.

Podsumowując ciasto rozwałkować na papierze do pieczenia podsypując mąką na grubość około 1/2 cm. Ciasto razem z papierem przenosimy do formy, odwracamy papierem do góry i wykładamy nim dno oraz boki formy, ściągamy papier. Wkładamy na czas rozgrzania piekarnika do lodówki.

U nas było to około 30 minut, czas na kąpiel Am.

3. Ciasto należy okryć folią aluminiową i nałożyć jakieś obciążenie (aby ciasto nie podnosiło się podczas pieczenia). Ja wykorzystałam przykrywkę naczynia żaroodpornego, ale równie dobrze może być to groch lub fasola. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 15 minut, następnie ściągamy folię wraz z obciążeniem i pieczemy jeszcze przez około 13-15 minut na lekko złoty kolor. Wyjąć z piekarnika.

4. W międzyczasie przygotowujemy krem mascarpone. W misce miksujemy ser z dwoma jajkami i mlekiem skondensowanym – mogą to być równie te mleczka w tubce . Delikatnie wylewamy na spód i wstawiamy do piekarnika. Piec przez około 25 minut, do czasu aż masa zastygnie. Wyjmujemy z piekarnika i od razu układamy w miarę gęsto maliny, delikatnie dociskając je do kremu, żeby się „wtopiły”.

Udostępnij

gadkamatka

Patrycja, 28 lat. Mama i żona. Poza macierzyństwem dużo energii traci pracując w jednej z największych w Polsce korporacji. Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę. Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną.

  • O Boże, chcę to jeść!!! 🙂

    • Czuje się już jak weteran, daj znać kiedy wpadacie przygotuje takie pyszności 🙂