6 zachowań nadopiekuńczych mam. A Ty jaka jesteś?

Maj 24, 2016
6 zachowań nadopiekuńczych mam. A Ty jaka jesteś?

Ostatnio na placu zabaw spędzam najwięcej czasu i to tam, przychodzą mi do głowy pomysły na posty, refleksje i pewnego rodzaju przemyślenia. Co można usłyszeć na placu zabaw? Najczęstszy komunikat  uważaj, nie wchodź, nie ruszaj!

nie wchodź na drabinkę – zrobisz sobie krzywdę…
nie wchodź sam, mama Ci pomoże…
nie wchodź sam, poczekaj na mamę, bo nie dasz sobie rady…
uważaj! drabinka może być śliska…
uważaj na biegające dzieci…
uważaj przewrócisz się…
nie biegaj, bo się zgrzejesz…
nie dotykaj buzi, masz brudne ręce…
usiądź, nie biegaj…
uważaj, ostrożnie, spokojnie…

Przestroga? Upierdliwość? Nadopiekuńczość? Czy po prostu niektóre mamy przedstawiają dziecku świat pełen zagrożeń i niebezpieczeństw? Albo są panikarami, które powinny zamknąć się w czterech ścianach?

Nie chodzi mi o to, żeby nie pomagać i nie troszczyć się o swoje dziecko, ale żeby znaleźć odpowiednią granicę między zachowaniem nadopiekuńczym a opiekuńczym. Wyznaczać granicę, która pozwala zachować zdrowy rozsądek, i nie skrzywdzić w przyszłości swojego dziecka.

Bo to, że w okresie dorastania jesteśmy w stanie czuwać i chronić swoje dziecko, chociażby przez powyższe komunikaty, które doprowadzają mnie do szału, nie oznacza, że przez całe życie będziemy trzymać dzieci pod parasolem naszej miłości, który ochroni przed każdym deszczem, urwaniem chmury czy kubłem zimnej wody. Kiedyś to dziecko wyfrunie z gniazdka rodzinnego. I co dalej? Okaże się, że wyrośnie na ofermę życiowa i fajtłapę! Bo mama nie pozwoliła dziecku przewrócić się czy samodzielnie wejść po schodkach drabinki z placu zabaw. Będzie czekało, aż mama poprowadzi za rękę.

Nie jesteśmy w stanie ochronić dziecka przed najmniejszym złem, rozczarowaniem czy porażką, bo takie są realia życia. Nie stworzymy dla niego idealnego życia bez zmartwień, bo takiego nie ma. Jeśli w pierwszych latach, życie nie zaczniemy uczyć dzieci samodzielności, odpowiedzialności i podejmowania decyzji, gdy nas zabraknie będą zagubione i niezaradne.

Więc, jaka jest nadopiekuńcza mama?

Nie pozwala popełniać błędów
Nadopiekuńczą mama nie pozwala popełniać błędów. Stara się chronić przed każdą porażką i upadkiem. A przecież od dawien dawna wiadomo, że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. Dzięki temu wiemy, czego unikać w przyszłości. Mama zero błędów zapomina, że powinna nauczyć dziecko by podnosiło się, gdy zaliczy upadek.  Kiedy dziecko dostaje złą ocenę w szkole? Nie dostaje! Mama nadopiekuńczą nie dopuszcza takiej możliwości. Dla niej jest nie do przyjęcia oblany sprawdzian! Do tego stopnia, że potrafi wybrać się do nauczycielki i błagać o zmianę oceny!
 
Układa dziecku życia według swojego planu
Taka mama już od poczęcia wie jak będą wyglądały kolejne lata życia swojego dziecka! Ma zaplanowane zajęcia dodatkowe, balet, pianino, skrzypce, piłka nożna, języki obce, szkoła, liceum, studia! Nawet wybrała już mu zawód, ten o którym sama zawsze marzyła! Będzie lekarzem albo prawnikiem! Mama popełnia największy błąd, realizując zaplanowany przez siebie plan życia swojego dziecka. W konsekwencji, w przyszłości to dziecko będzie miało do mamy żal, że wykreowała mu życie, którego nie chciało. To ona będzie przyczyną i skutkiem wszelkich jego niepowiedzeń.I kiedyś, dziecko wykrzyczy jej to prosto w twarz.

Wyręcza dziecko  w obowiązkach szkolnych, domowych!

Daj mamusia to zrobi! Poczekaj, ja to zrobię lepiej!

Odsuń się, nie poradzisz sobie z tym! Mama to zrobi za Ciebie!

Standardowa sytuacja, dziecko bawi się klockami lego. Po chwili znudzone, odchodzi. Co robi mamusia? Zaczyna sprzątać, układać. Albo dziecko 5 lat, ubiera się do przedszkola! Wróć, chciałoby się ubrać samo, ale mama nie pozwala – podejdź mama Cię ubierze.
W dorosłym życiu nikt nie będzie wyręczał go z obowiązków domowych czy obowiązków w  pracy. Dlatego od najmłodszych lat należy poprzez zabawę uczyć sprzątania, wywiązywania się z obowiązków domowych, wzajemnej pomocy, a nie wyręczania się innymi osobami.

Nie dopuszcza do dziecka innych ludzi
Noworodka nie pozwala dotknąć, popatrzeć czy wziąć na ręce. Starszaka zaś chowa w izolatce. Zdała od rówieśników i ich rodziców. Ogranicza kontakt z innymi ludźmi. Nie pozwala przekroczyć progu własnego domu, czy podwórka. Dziecko chowane pod kloszem, którego granicy nikt nie może przekroczyć, do tego stopnia, że nie pozwala nawet tacie dziecka zająć się nim, wykąpać, nakarmić, usypiać. Dziecko nie ma kolegów i koleżanek. Z mamą 24/7.

Uważa, że jej „sposób” wychowania jest najwłaściwszy
Matka, która praktycznie zjadła wszystkie rozumy! Nie docierają do niej żadne komunikaty z zewnątrz! Klapki na oczach. Bo, tylko ona ma racja, nikt inny się nie zna! Wszyscy oprócz niej źle wychowują dzieci, ona zrobiłaby to lepiej od Ciebie! Oburzona, gdy ktoś sprzeciwia się do tego stopnia, że jest w stanie zakończyć znajomość, obrócić się na pięcie i wyjść.

Usprawiedliwia dziecko
Mama, na każdy wybryk, histerię zawsze znajdzie odpowiednie usprawiedliwienie. Szuka wyjaśnienia i tłumaczy, że jej dziecko nie jest winne! Przeprasza i tłumaczy się za niego. Nie dając mu nawet możliwości przeproszenia, gdy komuś przez przypadek wyrządzi krzywdę czy wyleje herbatę. On nie chciał! To nie jego wina! Nie zrobił tego specjalnie!

Obarcza winną innych
Nie widzi u siebie problemu. Całą winą za kłopoty w szkole, nauce, wychowaniu, relacji z rówieśnikami –  w tym bijatyki, kłótnie itp. obarcza nauczycieli, kolegów ze szkoły i i ich rodziców. To w nich leży problem, to oni nie potrafią zrozumieć jej dziecka i powinni coś w swoim zachowaniu zmienić. To Twoje dziecko wyrwało mu wiaderko i łopatkę w piaskownicy, to Twoje dziecko osypało go piskiem i odepchnęło, z taką siłą, że się wywróciło.

Pamiętajmy, nadopiekuńczość zabija indywidualność i samodzielność. Pozwólmy dzieciom podejmować decyzje na miarę ich możliwości i wieku.

Niespodzianka!

Mam dla Was zniżkę na dowolne modele zegarków Daniel Wellington. Na hasło gadka_matka otrzymujecie 15% rabatu (do 31 maja). Pamiętajcie, że wysyłka jest darmowa. Może, któraś z Was postanowi sprawić sobie prezent na zbliżający się Dzień Matki.

IMG_8638 IMG_8615 IMG_8574

Udostępnij

gadkamatka

Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę. Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną.

  • Ilona Baczewska

    Noworodka, to i ja nie dawałam dotykać. Najpierw musi się oswoić z florą bakteryjną rodziców. Chętnie za to zlecałam wiele czynności tacie, bo sama byłam po CC, więc zajmował się małym od urodzenia, łącznie z kangurowaniem go po porodzie.
    Z resztą tez raczej się zgadzam. Dla mnie hitem było ostatnio na placu zabaw: „Idź się pobaw w piasku, porób babki, tylko piasku nie dotykaj i butów nie ubrudź! I na ławce nie siadaj, bo spodnie pobrudzisz!” – ciocia do około 4-5 letniej dziewczynki… Załamałam się. A dziecię te tęsknym wzrokiem patrzyło za moim niespełna półtorarocznym synem, który chodził, gdzie chciał i jak chciał, wspinał się na co się dało, siadał gdzie popadnie, a w piaskownicy niemalże się kąpał.

    • czyli wnioskuję, że dzieciak miał podziwiać piasek z odległości co najmniej 3 metrów! Współczuję dzieciństwa :/

      • Ilona Baczewska

        myślę, że wchodziło w grę lewitowanie nad piaskiem i telepatyczne robienie babek, wtedy pewnie ciocia byłaby maksymalnie happy 😉 dzieciaka po prostu szkoda.

        • Ilona mam nadzieje, że ten maluch odnajdzie radość z piaskownicy i tego beztroskiego, zycia dziecka 🙂

  • Mnie najbardziej kole w oczy wyręczanie – u mnie w domu raczej wyznajemy zasadę, że skoro dziecko może zrobić coś samo (wejść na motorek np.) nie sadzam go tam, niech wchodzi i próbuje. Niestety, często widzę, dzieci, którym nie daje się możliwości ćwiczenia pewnych umiejętności, nie mogę wejść po drabince itd. Hitem ostatnio była Pani, która przyszła z dwulatkiem na plac zabaw, trzymała chłopca w wózku i powiedziała: „popatrz jak się ładnie dzieci bawią” i tak siedzieli pół godziny, ona na ławce, dziecko w wózku, potem chłopczyk zaczął płakać, pani stwierdziła, że skoro jest taki niegrzeczny, to pójdą do domu. I poszli. A ja miałam jedną tylko refleksję: bardzo, bardzo smutno.