Masz prawo wycofać się z miejsca, które Cię niszczy…

Lipiec 11, 2017
Masz prawo wycofać się z miejsca, które Cię niszczy...

Każdy ma w swoim życiu takie chwilę, których nie chce pamiętać, takie które najchętniej wymazałby z pamięci gumką do wymazywania złych wspomnień. Nie da się. Niestety one już na zawsze siedzą w głowie, często uśpione, ale zawsze czujne i czekające na najlepszy moment, by wyjść z ukrycia i przypomnieć o sobie. Tykająca bomba w głowie. Są to chwilę, które w ułamek sekundy zmieniają bieg zdarzeń, niszczą marzenia na spokojne, szczęśliwe dzieciństwo, marzenia na założenie rodziny. W miejsce marzeń stawiają plan na ucieczkę od tego, o czym marzyło się przez niespełna 16 lat.

Jakiś czas temu spotkałam Olę, koleżankę z liceum wyskoczyłyśmy na małą kawę, bo na dużą nigdy nie mamy czasu. Nie spodziewałam się, że po jej traumatycznych latach z dzieciństwa, nie zostanie ani śladu. Jej obecna postawa, nastawienie i podejście do życia, tego dnia sprawiały, że czułam się, jakbyśmy się nie znały. To nie była ta Ola, z która kiedyś spędzałam całe popołudnia.

To nie była Ola z tamtych lat. Nie wierzyłam, że można narodzić się na nowo i stworzyć swój świat krok po kroku, kawałek po kawałku, ułożyć jak puzzle do puzzli. Stworzyć tak piękny obraz, który co drugi człowiek latami maluje w swojej wyobraźni i go nie kończy. Jej się udało. Nie tylko namalować, ale wcielić go w realne życie.

Nigdy nie przypuszczałabym, że będzie uśmiechniętą, pewną siebie, naładowaną pozytywną energią kobietą, zakochaną po uszy  w swoim synu, mamą i żoną fajnego faceta. Jej dzieciństwo nie było oblane mleczną czekoladą, obsypane cukrem pudrem. Za to mama ostatkiem sił starała się stworzyć dom pachnący świeżym piernikiem jak w Święta Bożego Narodzenia. Dom, w którym chciało się żyć, dom do którego chciało się po szkole wracać, dom w którym wieczorem chciało się zasypiać. U niej brak rodzinnego ciepła i nawarstwiającego się strachu trwał 16 lat. Kawał czasu prawda? Dla niej była to wieczność.

Dzisiaj już wie, że o 16 lat za długo, ale niestety nikt nie był w stanie im pomóc. Z mamą i siostrą tkwiły w tym same. Wszystko wokół działo się jakby obok….

Dzieciństwo
Z reguły to okres beztroski, okres, który kojarzy się z hamakiem, zabawą, wymianą karteczek i innymi bzdurami, z których można było korzystać bez umiaru. Bo czym może martwić się pięciolatek? Chyba tym, że zabraknie w kiosku gumy Kaczor Donald, a nie tym co przyniesie kolejny wieczór. Dzieciństwo? Ja wspominam czasy Spice Girls i miłości do Nicka Cartera, wspólnych wakacji  z rodzicami i tatę, który nosił mnie na rękach, tatę którego byłam i nadal jestem oczkiem w głowie. Dla mnie tata i mama to bohaterowie mojego życia. A ona? Z dzieciństwa pamięta niewiele, tego wiecie najwcześniejszego niewiele. Pamięta ścieżkę wydeptaną od kanapy do okna, ścieżkę, którą z mamą i siostrą pewnego zimowego wieczoru przedeptały kilkadziesiąt razy. Ścieżkę, którą przyszło im chodzić kilka razy w tygodniu. To były dni, które z pamięci wyrzucała zaraz po tym jak mijały. Zaczynała swoje życie od nowa, wierząc, że to był tylko zły sen, i jutro będzie wszystko jak być powinno. Tzn. jak?

Poranek zdawał się przynosić jej ukojenie, ale nie zawsze tak było. Bo zdarzało się, że ojciec od samego rana swój rytuał związany z wizytą w pobliskiej knajpie, nie w piekarni po świeże bułki zaczynał od nowa. Nie zawsze tak było, były też przerwy. Przerwy zwykle trwały miesiąc. To był miesiąc, kiedy ona, mama i siostra oddychały czystym powietrzem, takim wiejącym w najwyższych górach, gdy zdobywasz najwyższy szczyt.

Kiedy w ogóle miały siłę i chęć oddychać. Ale czas niestety szybko mijał, i znów wieczory stawały się katorgą i znów ścieżka do okna wydeptywana była kilkadziesiąt razy. Samo oczekiwanie nie było najgorsze, koszmar zaczynał się, gdy wracał do domu. Świat stawał na głowie, a one grały w grę, której zasady ustalał on. Było ciężko, przeciwnik nie do pokonania, nie dość że pijany to agresywny. To było najgorsze, kiedy kolejne ciosy przeszywały serce, dusze, ale i nie raz ciało jej mamy. Nie da się słowami opisać emocji, które wówczas towarzyszyły ich trójce, strach, złość i bezsilność taki przykry pakiet „baby box”, którego nikt nie chciałby wygrać przychodząc na świat.

Strach, który paraliżował i złość, która w końcu dodała odrobinę chęci do walki. Walki z człowiekiem, dla którego nie było nic ważniejszego niż alkohol i on sam. Człowiekiem, który wybierał nalewkę, tanie wino za pięć złotych niż żonę i dwójkę małych dzieci. Nie przejmował się płaczącą matką, nie wzruszał go obraz córek, które o każdej awanturze śniły po nocach, budząc się z krzykiem i płacząc przez sen, które widziały siniaki na szyi matki, a w końcu, które myślały, że już nigdy, do końca życia nie zapomną tego, co działo się przez najbliższych kilkanaście lat. Zaczęły wierzyć, że tak wygląda wzór prawdziwej rodziny i że tak ma po prostu być.

Akceptowały to, zwłaszcza że…

…czasem zdarzało się, że w nagrodę był łaskawszy, nie łączył picia z biciem wtedy bywało jakby lżej. Dzisiaj jednak Ola nadal pamięta strugi krwi, czerwony ręcznik i policję, która musiała interweniować. Pamięta łzy matki, pamięta wyrwane włosy i wołanie o pomoc…

Z pozoru była to normalna rodzina, nikt nigdy nie domyślał się co, dzieje się w jednorodzinnym domu z dwoma balkonami. Nikt nie pytał, nikt nie przychodził, bo po co? Przecież każdy miał swoje problemy, które też zamiatał pod dywan.

Byli też tacy, którzy groźbą i prośbą starali się na niego wpłynąć, zwykle bezskutecznie. Ola też próbowała grać bohaterkę i wielokrotnie, stawała pod drzwiami i prosiła żeby nie szedł, żeby nie wychodził z domu, bo każde wyjście kończyło się tragedią, kończyło się jak zwykle. Nigdy jej nie słuchał, łzy kilkuletniej dziewczynki nie robiły na nim żadnego wrażenia. Później już te łzy zamieniły się w pięści, które próbowały osłonić ciało matki i swoje. Czasem się udawało, na chwilę, ale był tak strasznie silny, że pokłady ich sił wyparowywały jak woda z garnka. Były słabe.

Ola, nigdy nie dawała po sobie poznać, że w czterech ścianach rozgrywa się dramat, że trzy kobiety wołają cicho o pomoc. Pomoc, która przyszła dopiero po kilkunastu latach. To było jak przewrót, jakby coś w nie wstąpiło. Miały po prostu dość, szczupła twarz ich mamy stawała się coraz ciemniejsza, kąciki ust zapadały się od ciągłego stresu, a one bały się własnego cienia.  Ale w końcu ktoś się nad nimi zlitował. Koszmar się skończył, pękł jak bańka mydlana.

Dzisiaj…
Dzisiaj Ola stanie się bohaterką dla nie jednej z was. Ona i jej rodzina wygrała. Pomimo ciężkiego dzieciństwa i lat młodzieńczych odnalazła w życiu właściwą drogę, którą podąża od 5 lat. Zaryzykowała, przestała się bać i uciekać. Postawiła na siebie, miłość, szczęście i wsparcie. Założyła swoją rodzinę. Ma kochającego faceta, który jest dla niej nie tylko mężem, ale partnerem i przyjacielem. To on przegania każde złe wspomnienie, które czasem wraca po latach. Pokazuje jej, że można żyć inaczej.  Po 20 latach jej mama rozwiodła się z ojcem. Ola na pytanie „co czuje do ojca”? Odpowiada …

„… nie wiem. Kiedy odcięłyśmy się od tego, co dzieje się w domu wiele rzeczy się zmieniło. Dzisiaj staram się nie przypominać sobie o tym, co się wydarzyło lata temu. Po tym, jak ojciec podupadł na zdrowiu przestał w końcu pić. Lepiej późno niż wcale. Żałuję tylko, że to nie miłość do żony i dzieci, nie dała mu tyle siły i woli walki o siebie, o nas, naszą rodzinę, by zacząć się leczyć. Może nie kochał nas wystarczająco? Nie wiem…”

Może wyda Wam się to dość dziwne, ale lubię takie historie, ponieważ ich zakończenie pokazuje, że mimo, iż dzieciństwo często uważane za kluczowy okres w rozwoju tożsamości człowieka, nie zawsze rzutuje na jego przyszłość.

Ktoś na pewno już lata temu skreślił przyszłość Oli, ale jej historia, prawdziwa historia pokazuje, że często to my sami tworzymy swoją historię. Nie ludzie, nie wspomnienia, nie doświadczenia. To nasza wola walki, determinacja i siła, pozwala osiągnąć to, o czym marzymy.

Pamiętajcie „marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia”. 

Udostępnij

gadkamatka

Patrycja, 28 lat. Mama i żona. Poza macierzyństwem dużo energii traci pracując w jednej z największych w Polsce korporacji. Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę. Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną.