Prima Sol Miraluna Seaside – nasze greckie wakacje

Wrzesień 05, 2016
Prima Sol Miraluna Seaside - nasze greckie wakacje

Zdaję sobie sprawę, że sezon wakacyjny już się skończył, ale może wśród Was znajdzie się garstka ludzi, która ma jeszcze przed sobą do zaplanowania urlop i zastanawia się, gdzie w tym roku warto się wybrać by złapać odrobinę promieni słonecznych?

W ramach kategorii „podróże”, która jest trochę przeze mnie zaniedbywana biegnę z recenzją hotelu, w którym spędziliśmy tegoroczne wakacje. Z tym postem zwlekałam ponad dwa tygodnie, chciałam go napisać zaraz po samym powrocie, ale postanowiłam ochłonąć i trzeźwym okiem spojrzeć na nasz pobyt jeszcze raz. Chciałam uniknąć pochopnej oceny i wyzbyć się negatywnych emocji, które udzieliły mi się jak tylko złapałam wifi w domu. Wściekła po powrocie napisałam krótką notkę na facebooku, co myślę o hotelu, obsłudze i całym pobycie. Nie lubię tego niesmaku i rozczarowania już na miejscu, gdy biura podróży obiecują cuda na kiju, a okazuje się, że zastaję co najwyżej połamany kij od miotły.

Zaczynając od samego początku

Skorzystaliśmy z oferty biura podróży Itaka. Póki co mija już 3 tydzień, w którym czekamy na rozpatrzenie naszej reklamacji. Zgodnie z regulaminem Itaka ma 30 dni na jej rozpatrzenie i przekazanie pisemnej odpowiedzi. Pewnie oleją naszą wściekłość przelaną na papier, ale przynajmniej będą mieli świadomość tego co dzieje się w hotelu, który mają w swojej ofercie (przynajmniej taką mam nadzieję). Pewnie takich reklamacji mają kilkadziesiąt, jak nie kilkaset w sezonie, więc nie my pierwsi i nie ostatni marudzący. Czasem lepiej postawić na jakość, a nie na ilość hoteli w swojej ofercie. 

Hotel – lokalne 4*

Wybraliśmy hotel Prima Sol Miraluna Seaside. Na dzień przed rezerwacją pracownik biura podróży kontaktował się ze znajomym, który był w tym hotelu w ubiegłym roku, by potwierdzić warunki panujące w hotelu i ogólną opinię „czy warto”. Krótko mówiąc był zadowolony. Nie myśląc o tym by poczytać co, nie co w internecie w ślad za nim kupiliśmy wakacje.

Baseny przy hotelu

To był punkt dość istotny dla mnie. Zależało mi na tym, by hotel wyposażony był w basen, brodzik, w którym Amelia swobodnie będzie poruszać się bez naszego oddechu na swoich plecach – chociaż włączyła mi się taka nadgorliwość i nadopiekuńczość matczyna, chodziłam za nią krok w krok w wodzie, to jednak był dla mnie dość istotny punkt.

Hotel miał pewnego rodzaju strefę dla dorosłych z trzema basenami połączonym z barem w wodzie i drugą część funkcjonującą jako strefa dla dzieci, zawierająca basen o głębokości 0,5 m z dużym statkiem pirackim, zjeżdżalniami, rurami innymi atrakcjami, oraz płytki brodzik z fontanną, biczami wodnymi o głębokości około 15 cm – idealny dla maluszków.

IMG_3167 DSC06893 img_4424 img_4411 img_4412 DSC06892

Plac zabaw

Nic dodać nic ująć. Dwie huśtawki, zjeżdżalnia, wspinaczka wystarczyło by zając wieczorem dziecko na dobre kilkadziesiąt minut. Mini  golf i zebra club, w którym już nie było tak kolorowo. img_4427img_4428

Animacje dla dzieci

Animacje tylko w języku rosyjskim. Nierówne traktowanie dzieci z Polski względem tych z Rosji poprzez wypraszanie ich z domku animacji „Zebra Club”, odmawianie używania farbek, kredek, i zawsze komunikat „no more balloons”, mimo iż z szafki same się wysypywały.  W przypadku starszych dzieci często takie sytuacje kończyły się płaczem, gdy np. odmawiano im malowania twarzy, kiedy rosyjskie dzieci bawiły się w najlepsze. Dla polskich dzieci wszystkiego zawsze było brak.

img_4425 img_4426

Ograniczony dostęp do ręczników – łazienkowych!

Chociaż ile ludzi tyle opinii, dzisiaj jednak żałuję, że nie poświęciłam kilkanaście minut na sprawdzenie opinii na portalach branżowych. Zawsze uważałam, że takie negatywne opinie piszą sfrustrowani, niezadowoleni z życia wczasowicze, którym nie odpowiada nawet kolor ręcznika. Jeżeli w ogóle jest na wyposażeniu w pokoju hotelowym… Bo jeżeli płacę prawie 9 tysięcy złotych za 10-dniowy pobyt w hotelu za dwie osoby (ufff Amelia jeszcze miała pobyt za free) to myślałam, że mogę oczekiwać przynajmniej codziennie czystych ręczników w ilości osób zakwaterowanych w hotelu, a nie komunikatu pani sprzątającej „washmachine” i „later”, które trwa do dnia następnego, a dnia następnego dostajemy jeden ręcznik na trzy osoby. Brakowało dodatkowo ręcznika pod nogi by go rozłożyć wychodząc spod prysznica – łazienka pływała. Pal licho ze mną i M – jakoś uważaliśmy na śliska podłogę, ale Amelia wywinęła nie raz orła kończąc kąpiel z rykiem na pół hotelu i guzem na głowie.

Brak czajnika w pokoju

Po przyjeździe na miejsce i dotarciu do pokoju okazało się, że na wyposażeniu pokoju nie ma czajnika. Pomimo, że oferta mówi o jego obecności w pokoju. Zgłaszaliśmy ten problem na recepcji 3-krotnie, niestety nikt przez 10 dni naszego pobytu nie był na tyle uprzejmy by go dostarczyć. Niedogodność braku czajnika polegała nie na tym, że chcieliśmy sączyć kawę o poranku w łóżku,  ale na tym, że dieta Amelii nadal w dużej mierze opiera się na mleku i to bardzo często o różnych porach dnia, a przygotowanie mleka wymaga wody przegotowanej plus odrobiny wrzątku.

Zapewne łatwo wyobrazić sobie sytuacje kiedy np. o 5-6 rano dziecko budząc się nie może dostać ciepłego mleka, bo jedynym sposobem podgrzania wody jest jej ogrzewanie w zlewie (robiąc kąpiel wodną) pełny mrówek, ale o tym później.  Nawet zaparzenie herbaty dla dziecka i przeniesienie jej ze „stołówki” do pokoju w filiżance, każdego dnia spotykało się z „zakazem” obsługi i zwrotem naczynia, nim przekroczyliśmy próg restauracji. Nie wspomnę, o tym, że na stronie Itaka opisuje, że kawa i herbata, jest standardowym wyposażeniem każdego pokoju. Nie było ani jednej torebki herbaty, ani grama  kawy.

Plaga mrówek

Były wszędzie w zlewie, na podłodze, w łazience, w wannie.

Jedzenie

Żeby uniknąć poszukiwania jedzenia dla kapryśnej dwulatki, z wyszukanym gustem kulinarnym wybraliśmy oczywiście opcję all inclusive. Jedzenie było okropne. Przez nasz cały pobyt pojawiły się tylko raz owoce morza,  mięso pojawiało się co 2-3 dni. Standardem obiadu i kolacji było spaghetti wegetariańskie i z mięsem mielonym, dużo warzyw, i zupa – sama woda z grzankami lub ryżem, bez smaku, mdła. Nawet zupa instant jest smaczniejsza.

Na pochwałę zasługuję pizza z pieca opalanego drewnem, która była serwowana dwa razy dziennie jako przekąski dnia.Tylko dwa kawałki na osobę. Kolejka do pizzy była ogromna, stanie na około 40-60 minut, ale na prawdę było warto. Był to jedyny posiłek, który odpowiadał naszej Amelii.

img_4418

Napoje i alkohol

Jak sobie wpiszecie nazwę hotelu, pierwsze opinie, które się pojawią będą dotyczyły mycia jednorazowych kubeczków. Tak to prawda! Główny bar w holu nie obejmuje opcji all inclusive, a co najlepsze imprezy gównie tam się odbywały i kończyły po 24, co mając pokój niespełna dwa metry obok, dawało niezrównane poczucie imprezy zaraz za ścianą.

Niby hotel przyjazny dzieciom, ale uspokajanie wybudzonej ze snu o 24 Amelii było koszmarem.

W barach, gdzie obsługa była miła brakowało dosłownie wszystkiego od kubków, wafelków do lodów, jaki i samych lodów, napoi. Dodatkowo wielorazowe użycie jednorazowych kubków, zbieranych wieczorami potrafiło wprawić w obrzydzenie.

Ograniczony dostęp do internetu

Dostęp do WiFi tylko na recepcji i za 30$ tygodniowo, lub 2$ za 30 minut. Niby nic strasznego, ale jednak. W dobie internetu w większości hoteli na recepcji jest on po prostu za darmo, a w pokojach hotelowych jest dostępny za opłatą. Taka opcja jest jak najbardziej do przyjęcia. Tutaj było inaczej. Internet za opłatą łapał tylko w recepcji i tylko na jednym urządzeniu. Nie wkurzyłby mnie ten fakt, gdybym nie musiała mieć dostęp do poczty służbowej na „już”. Ktoś skomentuje, byłaś na urlopie więc trzeba było odpoczywać, a i owszem, ale zdarzają się takie awaryjne sytuacje i stanowisko w pracy, które jednak wymaga od nas bycia online.

Położenie

Niby mało istotne, ale jednak ważne by dostęp do morza był w miarę blisko. Tak też myślałam. Ale hotel do najbliższego sklepu miał około 1,5 km, a większego centrum 15 km. Prócz kilku restauracji z wyśmienitym jedzeniem nic więcej w pobliżu hotelu nie było do zwiedzania i robienia. Atrakcją miasta była kolejka, która zataczała koło.  Z jednej strony można było zwiedzić wybrzeże, a z drugiej ulicę i okoliczne domy. Mając porównanie z poprzednimi wakacjami, wyspami, ta część wyspy Rodos nie tętniła życiem. Cisza i spokój.

img_4417

Plaża

Do plaży przyczepić się nie mogę. Kamienista, czysta, zadbana. Przy plaży bar, w którym można było dostać podstawowe przekąski. Możliwość wynajęcia leżaków. Jak bywa w większości kurortów turystycznych atrakcją dla turystów były sporty wodne, w tym pierścienie wodne, narty wodne, szalone ufo, banan, windsurfing itp. Mikołaj skorzystał z kilku atrakcji, ja unikałam ich szerokim łukiem.

img_4416

Może i trochę tym postem zawiewa takim statystycznym, narzekającym polakiem, który oczekuje luksusów, moeta w plastikowych, białych lampkach, tylko po to, żeby zrobić sobie sweet focie na instagrama albo facebooka, a tu jednak kicha i dupa blada, bo ani lampek ani moeta nie było, co najwyżej plastik fantastic jednorazowy z rozcieńczoną coca colą i teraz wykrzykuje w internetach jak było źle, to jednak uważam, że warto pisać o tym czego doświadczyliśmy, żeby w przyszłym sezonie nikt więcej nie naciął się na wyróżnioną ofertę jakiegoś biura podróży.

Jeżeli płacimy nie małe pieniądze, często odkładając na upragnione wakacje cały rok, odmawiając sobie innych rzeczy to mamy prawo napisać o tym jak było na prawdę.

Udostępnij

gadkamatka

Patrycja, 28 lat. Mama i żona. Poza macierzyństwem dużo energii traci pracując w jednej z największych w Polsce korporacji. Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę. Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną.

  • W przypadku greckich wysp, a konkretnie Rodos szczerze po lecam mitsis alila hotel. Zero minusów. Planujemy w przyszłym roku wybrać się tam kolejny raz bo to idealne miejsce na relaks. Serio:-)

  • Kasia

    Byłam tam z mężem i dwójką znajomych. Kupiliśmy wycieczkę z Grecosa 3 lata temu do hotelu Miraluna Garden (oddalony od głównego budynku Primasol), na miejscu okazało się, że nie ma miejsca dla nas na pierwszą noc (przylecieliśmy ok 23), więc taksówką na koszt hotelu oczywiście przetransferowano nas na noc do innego wyższego gwiazdką obiektu. Mogliśmy tam korzystać ze wszystkiego w ramach AI. W południe nast. dnia odwieźli nas z powrotem, w zamian za tą niedogodność otrzymaliśmy opaski ALL Inclusive VIP, zamiast AI. Mieliśmy za to m.in.na plaży za darmo leżaki. Okazało się dla nas to jednak plusem, gdyż zakwaterowali nas nie w tym hotelu, w którym mieliśmy spać (oddalony od gł. budynku i basenów) ale w 1 z głównych obok głównego z recepcją. Inni Polacy bardzo narzekali na tamten hotel Miraluna Garden – mało jedzenia.napoi, alkoholu i brudny basen i że jednak trochętrzeba było przejść na posiłki i inne baseny. My mieliśmy jedzenie dobre, ręczniki były, mrówek nie było. Byliśmy w tamtym okresie bez dziecka więc nie sprawdziliśmy takich atrakcji. Podczas naszego pobytu również innym zdarzyła się przykra niespodzianka związana z noclegiem – rodzina z dorosłymi dziećmi i ich sympatiami przez cały prawie pobyt miała pokój rodzinny a nie osobne pokoje… W zamian za to dostali auto na zwiedzanie za darmo. Myślę jednak, że nam udało się wyjść nawet lepiej na tym zamieszaniu z noclegiem.