Savoir vivre na oddziale położniczym

Maj 13, 2016
Savoir vivre na oddziale położniczym

Kilka dni temu miałam okazję odwiedzić przyjaciółkę na oddziale położniczym. Przyznam szczerze, wolałam spotkać się z nią i maleństwem, dopiero gdy już dojdzie do siebie, odpocznie i wróci spokojnie do swojego domu. Dlaczego? Poród siłami natury czy poprzez cięcie cesarskie, wymaga od kobiety dużego wysiłku, nie tylko fizycznego, ale także psychicznego, by oswoić się i odnaleźć w nowej roli.

Jednakże, będąc w pobliżu Ligoty, postanowiłam wpaść dosłownie na pięć minut!

To co tam zobaczyłam, było przerażające…

Dziwię się, że jeszcze nikt nie napisał poradnika „savoir vivre na oddziale położniczym”. To co się dzieje w chwili odwiedzin, przypomina zachowanie bab na targowisku!

Jedna przez drugą krzyczy, piszczy, skacze na widok noworodka, dotyka, maca, chucha, całuje, klaszcze ze szczęścia! Kłócą się, która pierwsza dotknie, pogłaszcze czy weźmie na ręce! A na sali leży nie jedna, świeżo upieczona mama, a co najmniej trzy, cztery! One i ich dzieci. O czym często odwiedzający zapominają!

Zachowajmy spokój, przecież to nie akcja ewakuacji.

Oddział położniczy to szczególne miejsce. To nie targ, nie arena, nie stadion. To nie wygrany los na loterii, czy trafiona szóstka w totolotka (chociaż dla bliskich, to spełnienie marzeń, największe szczęście, jakie może spotkać człowieka w życiu), ale  zachowajmy spokój, widząc pierwszy raz noworodka na własne oczy.

Jeżeli już musimy odwiedzić w szpitalu świeżo upieczoną mamusię, przestrzegajmy kilka zasad.

Godziny odwiedzin

„Odwiedziny pacjentek odbywają się we wszystkie dni tygodnia w godzinach od 12 do 13 i od 17 do 19”. W regulaminie niby istnieją, ale w praktyce nie do końca są przestrzegane. Tak więc, od 12 sale przepełnione są wycieczką gapiów. Kiedy mama w godzinach wieczornych chciałaby, odpocząć, zdrzemnąć się cały czas przez sale przewijają się obcy ludzie. Może być to na dłuższą metę uporczywe i męczące.

Czas odwiedzin

Jeżeli już musicie odwiedzić, to zachęcam mocno do maksymalnego ograniczenia czasu wizyty. Ciągłe przebywanie w sali jest krępujące, niekomfortowe i zwyczajnie męczące.  Przypomnijcie sobie proszę, Was po porodzie,  jedyne o czym marzyłyście w tamtej chwili to był spokój i dziecko przy sobie. A tu puk puk ciocia, puk puk babcia, puk puk koleżanka z pracy, puk puk, bratowa, puk puk szwagierka itp. A za chwilę replay, tylko bohaterem odwiedzin została koleżanka i jej dziecko z łóżka obok. Puk Puk! Nie wszyscy naraz!

Łóżko tylko dla matki z dzieckiem

Rzecz jasna, że nie powinno siadać się na łóżku świeżo upieczonej mamy. Przychodzimy z dworu, mamy nieświeże ubrania, skurzone. Nie chodzi mi o to, żebyście pomyśleli zaraz, że wszyscy odwiedzający to syfiarze i brudasy, ale należy zachować pewne granice i przestrzegać obowiązujących zasad higieny. Są one niezwykle ważne, na łóżku często mama leży ze swoim dzieckiem, przebiera je czy karmi, w ten sposób jest jej po prostu wygodniej. Dlatego, łóżko pozostawmy mamie. Nogi po chwili stania nie odpadną nam, w kościele wytrzymujecie godzinę, to i tym razem choć krócej też dacie radę.

Dzień, dobry czy tu leży…

Kiedy już zapraszacie bliskich w odwiedziny, przekażcie im kilka cennych informacji np. na którym piętrzy i w której sali się leżycie, możecie również wspomnieć łóżko przy oknie, albo pod ścianą z lewej strony. Nie ma nic bardziej irytującego, niż ciągle otwierające się drzwi do pokoju, kukający przez „szparę” odwiedzający, zalany purpurą na twarzy, nieśmiele pytający „czy tutaj leży może Kasia Kowalska, czy w sali obok? To żadna zbrodnia, zapytać, ale nic nas nie kosztuje przekazanie, krótkiej informacji „piętro pierwsze, sala 12”.

Strefa komfortu

Ciągłe odwiedziny są bardzo uciążliwe. Już pominę fakt zmęczenia, ale ważna jest tutaj granica naszego komfortu i intymności, która często jest przekraczana. Pierwsze karmienie piersią nie zawsze wychodzi zgodnie z instrukcją zawartą w podręcznikach o KP, a karmienie w obecności obcych nam ludzi dodatkowo jest stresujące dla debiutującej matki, zwłaszcza gdy maluch głodny wydziera się wniebogłosy, a odwiedzający gapią się nam na piersi. Krępujące również jest wyjście do toalety z „podpaskami gigant”, czy podczas wizyty, gdy lekarz sprawdzą piersi, czy np. nie są twarde. To sa takie sytuacje, które powinniśmy zrozumieć, i unikać w miarę możliwości.

Sweet selfie

Jeżeli już musicie mieć zdjęcie z każdej minuty pociechy, warto wyłączyć dźwięk w telefonie lub aparacie. Ciągłe flesze mogą być irytujący, zwłaszcza gdy potrzebujemy chwili spokoju i odpoczynku.

Pamiętajmy, na sali często nie jesteście same, więc warto nie wchodzić sobie w drogę, innymi słowy starajcie się jak najmniej przeszkadzać nawzajem. Nie każdą przyszłą mamę stać na to, aby wykupić sale jednoosobowa zwaną w niektórych szpitalach salą VIP, bo koszt takiej sali to ponad tysiąc złotych. Ja miałam to szczęście, zaraz po porodzie zostałam przewieziona do sali jednoosobowej, i to całkowicie za darmo! Jak się później okazało ordynator opieprzył położna dlaczego po cięciu cesarskim jestem sama na sali. Ja byłam zachwycona! Komfort był niesamowity. Nie dość, że byłam sama, to sala była wyposażona  dodatkowo w łazienkę. Nie przeszkadzali mi „obcy” odwiedzający, płacz innych dzieci, ani nikomu ja i moje dziecko nie przeszkadzaliśmy. Nie musiałam dodatkowo stresować się, że moje dziecko z jakiś dziwnych powodów chciało przepłakać pół nocy, nie stresowałam się, że kogoś obudzi, że rano, koleżanka z łóżka po prawej stronie będzie wrogo nastawiona do mojej osoby, a wzrokiem będzie wstanie zabić.

A jak są Wasze wspomnienia po porodzie na oddziale położniczym? Może utkwiło Wam w pamięci jakieś niefajne zdarzenie, zachowanie! A może macie jakaś cenną radę, która powinna ujrzeć światło dziennie? Podzielcie się Waszymi historiami.

 

Udostępnij

gadkamatka

Patrycja, 28 lat. Mama i żona. Poza macierzyństwem dużo energii traci pracując w jednej z największych w Polsce korporacji. Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę. Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną.

  • Regina

    Ja naszczęście byłam w dwuosobowego sali a odwiedzający drugą mamę byli bardzo wyrozumiali i nie przesiadywali u niej godzinami… sama prosiłam swoich bliskich żeby nie przychodzili do szpitala tylko mąż mnie odwiedzał tak jak prosiłam. Niestety w innych salach czasami było tyle osób że ciężko było wejść do sali… nie mówiąc już o osobach które przyprowadzały ze sobą dzieci zakatarzone i kaszlące…

    • gadkamatka

      ja zastanawiam sie czym mysla te osoby, zeby przeziebione dzieci targac do szpitala w odwiedziny noworodka, taki maluszek wydaje mi sie ze bardzo szybko lapie infekcje jezeli ma tylko z nia stycznosc. tak samo dla mnie glupota sa odwiedziny rodzicow z dwu badz trzymiesiecznym dzieckiem! dla mnie szpital to skupisko bakterii i zarazkow, byle jak najdalej!

    • ja zastanawiam sie czym mysla te osoby, zeby przeziebione dzieci targac do szpitala w odwiedziny noworodka, taki maluszek wydaje mi sie ze bardzo szybko lapie infekcje jezeli ma tylko z nia stycznosc. tak samo dla mnie glupota sa odwiedziny rodzicow z dwu badz trzymiesiecznym dzieckiem! dla mnie szpital to skupisko bakterii i zarazkow, byle jak najdalej!

  • Ola

    A mówili, że na Ligocie jest spokojnie😉 ja w 2015 rodzilam na bonifratrow i przyznam szczerze, że nie sądziłam iż ludzie są mówiąc szczerze – niewychowani. Nie dość, ze wchodzido sali grupa wycieczkowa powyżej 4 osób, są głośno, po zwróceniu uwagi komentują, etc. Do tego wszystkiego brak kultury u samych rodzących, same zapraszają duża ilość gości do sali zamiast wyjść na korytarz. Dodatkowo na sali zachowują się jakby były same.. zwłaszcza jeśli nie mają przy sobie dziecka- można zapomniec, że będą ciszej jeśli inne dziecko śpi. Katastrofa!

    • gadkamatka

      na bonifratow rodzila moja bratowa dwa miesiace przede mna, i w sumie tez nie bylo tam za ciekawie… opieka tragiczna. polozne straszne. z wszystkim problem… w takim przypadkach trzeba doslownie z „pyskiem ” do nich bo inaczej nie reaguja ;/

    • na bonifratow rodzila moja bratowa dwa miesiace przede mna, i w sumie tez nie bylo tam za ciekawie… opieka tragiczna. polozne straszne. z wszystkim problem… w takim przypadkach trzeba doslownie z „pyskiem ” do nich bo inaczej nie reaguja ;/

  • Ola

    Mam troche inne doświadczenia:) Kwestia godzin odwiedzin, fakt są ustalone ale całe szczęście, że nikt tego nie przestrzega. Mąż, mama, siostra którzy pracują nie zawsze mają czas być w ściśle określonych porach. Akurat dla mnie byli bardziej pomocni od położnych które bezskutecznie próbowały nauczyć mnie karmić piersią, a dokłądnie robiły to na odwal bo ja im trułam:) Towarzystwo rodziny Pani z łóżka obok nie miało dla mnie znaczenia. W takich chwilach nie zwracałam całkowicie uwagi na to czy ktoś patrzy na moje cycki czy nie. Ogólnie pobyt w szpitalu po porodzie był dla mnie traumą, gdyby nie rodzina i właśnie te rozwrzeszczane ciocie to już dawno był wylądowała u czubków:) Pozdrawiam wszystkie świeże mamusie:)

  • Monika

    Mnie najbardziej denerwowało jako świeżo upieczona mamę, druga mama która gadała caaaaaly dzień przez telefon do późnej nocy 🙁

    • gadkamatka

      takie ploteczki 😀 ilez mozna gadac o kupie niemowlaka jak widac do polnocy 😀

    • takie ploteczki 😀 ilez mozna gadac o kupie niemowlaka jak widac do polnocy 😀

  • Agata

    Przy pierwszym dziecku udało mi się trafić na wolną salę płatnego rooming-in ( tak to się i nas nazywa) i kosztowało mnie to za 5 dni pobytu 250 zl. Sala co prawda bez łazienki (jedna na 5 pokoi płatnego rooming-in), ale za to duża i jednoosobową i każdy zaproszony przeze mnie mógł być ze mną. Tak mój mąż spędził ze mną Sylwetra. Drugim razem w marcu tego roku wolnej sali nie było, ale na otwartym oddziale dostałam „jedynkę”. Też po cc i też jestem bardzo zadowolona. Zawsze jest dzwonek pod ręką do położnych. Odwiedzin co prawda nie było z uwagi na sezon grupowych, ale byłam sama :)Leżąc dwie doby na patologii ciąży w sali 6osobowej- nawet pisać mi się nie chce 🙁 Goście, gadanie, telewizor nad głową i kobiety z bólami- to tak w skrócie 🙁

    • gadkamatka

      250 zł to w porownaniu z cenami, gdzie osobiście sie orientowałam to dosc tanio. na pewno sama bym skorzystala , gdyby byla taka potrzeba. kazdy szpital niestety ale rzadzi sie swoimi prawami, przyzwczajeniami i regulaminami, zanim zdecydujemy na na porod trzeba to zweryfikowac, poszukac opini i popytac znajomych. Ale to wybor i tak ostatecznie nalezy do nas. To my mamy czuc sie dobrze.

    • 250 zł to w porownaniu z cenami, gdzie osobiście sie orientowałam to dosc tanio. na pewno sama bym skorzystala , gdyby byla taka potrzeba. kazdy szpital niestety ale rzadzi sie swoimi prawami, przyzwczajeniami i regulaminami, zanim zdecydujemy na na porod trzeba to zweryfikowac, poszukac opini i popytac znajomych. Ale to wybor i tak ostatecznie nalezy do nas. To my mamy czuc sie dobrze.

  • Asia

    Chwała Ci za ten tekst! Ja przeżyłam koszmar na oddziale położniczym właśnie przez odwiedzających… Akurat było bardzo dużo porodów i sale zwykle 2 os. zajmowały 3 a nawet 4 osoby plus „wózeczek” dla noworodka także było bardzo ciasno.

    Spędziłam w szpitalu 2 tygodnie (tydzień wywoływania, co było już dość stresujące plus tydzień już po urodzeniu dziecka przez cc). Widziałam wszystko. Goście innych kobiet potrafili usiąść nawet na moim łóżku! Ja sama w domu nie usiądę na pościeli, ponieważ jest to dla mnie bielizna tyle że domowa. Wyobraźcie sobie, że w autobusie siedzicie na miejscu, z którego wcześniej skorzystała osoba hodująca zwierzęta na które macie alergie albo kloszard a potem HOP na łóżko kobiety która jest świeżo po porodzie, nacięciu lub ma 20 cm ranę po cc…

    To jest szpital, nikt tam nie jest dla przyjemności a rany żeby się zagoiły muszą mieć dostęp powietrza, a ciężko dbać o ten aspekt gdy na sali jest 4 obcych facetów, 3 koleżanki ze szkoły i roczne dziecko ( tak, ktoś przyprowadził takiego malucha w odwiedziny do szpitala(!))

    Nagminne było też korzystanie z naszej toalety i wracanie w tumanach dymu papierosowego – no bo przecież trzeba wyskoczyć na fajeczkę. O przestrzeganiu godzin odwiedzin też mogłyśmy zapomnieć. Raz do kobietki przyszedł ktoś przed 7 rano! To było bardzo krępujące, gdyż nie zdążyłyśmy się wszystkie umyć. Myślałyśmy ze przyszedł jej tylko podrzucić coś o czym zapomniała… siedział do 20.

    Dodatkowo standardem były odwiedziny koleżanek z pracy. Naprawdę dziewczyny?! Do pracy robimy make-up, ładnie się ubieramy i nie dzielimy się zbytnio swoim życiem no bo kogo to a tu bach… jesteś niewyspana, nie masz czasu nawet umyć zębów bo dziecko angażuje bez reszty a tu koleżanka z działu przychodzi odstrojona, wypachniona i szczebiocze 2 godziny…

    Takich akcji było sporo. Na początku próbowałam być wyrozumiała bo każdy chce się przecież nacieszyć swoim szczęściem, ale to chyba było troszkę za dużo. Szczególnie, że te biedne noworodki, które dotychczas znały tylko bicie serca swojej mamusi nagle znalazły się w centrum sporego jak na ich możliwości poznawcze zainteresowania. Ja z moim Synkiem większość czasu spędziłam na korytarzu bo tam mieliśmy spokój… i powietrze.

    Większość ludzi oburza kawałek piersi gdy kobieta chce nakarmić dzidziusia w miejscu publicznym ale już przesiadywanie godzinami i oglądanie jak laska płacze z bólu, ledwo chodzi, często z cewnikiem a koszula jest cała mokra z nadmiaru pokarmu to już jest super ciekawe i na miejscu…

    Nie oceniajcie mnie źle – nie jestem aspołeczna i lubię ludzi, ale pierwszy raz w życiu czułam się tak niekomfortowo – odarta z prywatności i przede wszystkim kobiecej intymności. My kobiety powinnyśmy pamiętać, że w szpitalu jest czas na dojście do siebie. To są dni w którym Wam przywiozą jedzenie, wezmą dziecko na badania, podadzą leki itd. Położne już chyba też były zrezygnowane stanem rzeczy bo tylko niektóre upominały gości, ale z małym skutkiem. Większość Mam wychodziło do domu na 3 dzień, to jest naprawdę szybko więc można spokojnie przesunąć gości na adres domowy. Rozumiem odwiedziny ojca dziecka lub Waszych mam, którzy pomogą Wam się ogarnąć lub najzwyczajniej zostaną przy dziecku gdy Ty pójdziesz pod prysznic ale reszta osób naprawdę jest uciążliwa szczególnie dla dzieci które muszą sobie poradzić w nowej rzeczywistości poza tak dobrze znanym i cudownym ciałem mamy.

    Na koniec powiem, że to jest mój pierwszy komentarz w internecie – trafiłaś w czuły punkt. W szpitalach jest tak jak jest i powinniśmy być same dla siebie wyrozumiałe i delikatne, żeby ten pobyt był jak najmniej uciążliwy. Zostawmy sobie ten czas na rekonwalescencje i radość z pierwszych dni bycia Mamą. Pamiętajmy, że wszędzie jest potrzebny zdrowy umiar i zrozumienie potrzeb i intymności drugiego człowieka.

    Pozdrawiam wszystkie przyszłe i obecne Mamy 🙂

    • gadkamatka

      Asiu! twoj komentarz nadaje sie na osobny artykuł!!! masz w 100% racje. Ciesze sie ze do mnie trafilas, mam nadzieje ze inni rowniez zapoznaja sie z tym co chcialas nam przekazac!

    • Asiu! twoj komentarz nadaje sie na osobny artykuł!!! masz w 100% racje. Ciesze sie ze do mnie trafilas, mam nadzieje ze inni rowniez zapoznaja sie z tym co chcialas nam przekazac!

  • Ewela

    A wg mnie odwiedziny powinny być tylko dla jednej osoby i to najlepiej tej, która była przy nas przy porodzie. Przecież najczęściej nie siedzi się w tym szpitalu tygodniami, więc spokojnie odwiedziny mogą odbyć się w domu. A tak…leżysz napuchnięta, zmęczona, cycki jak balony, podpaski, przecieki, ból po CC no żyć nie umierać a tu całe stada gderających cioć, babci, wujków nie wspomnę o higienie przy takich maluszkach, mama nie całuje maluszka ale zawsze jakaś babcia się wyrwie i wycałuje szkraba…walczę z tym do dzisiaj, ale z marnym skutkiem, tak samo jak z myciem rąk przed dotykaniem dzieciątka małego. Pamiętam opowieści mamy jak pokazywała mnie tacie przez okno z sali poporodowej i wszyscy byli szczęśliwi 😉

    • gadkamatka

      tak pamietam te metrowe podpaski jakos do dzisiaj mnie otrzepuje na sama mysl :d cale szczescie ze musialam ich tylko dwa dni uzywac bo potem jak reka odjal zwykle always wystarczyly a po tygodniu wkladki 😀

    • ak pamietam te metrowe podpaski jakos do dzisiaj mnie otrzepuje na sama mysl :d cale szczescie ze musialam ich tylko dwa dni uzywac bo potem jak reka odjal zwykle always wystarczyly a po tygodniu wkladki 😀

  • Bee

    mi utkwilo w pamieci mycie dzieci pod kranem przy otwartych drzwiach i oknach… okropność..
    dzieci niczym male kocięta pod strumieniem wody piszczały… straszne przeżycie!!!

    • gadkamatka

      taaaak, ciagle wietrzenie sali drzwi otwarte okna i te przeciagi!

    • taaaak, ciagle wietrzenie sali drzwi otwarte okna i te przeciagi!

  • Bardzo dobrze przygotowane savoir-vivre, powinno wisieć na wejściu do każdego oddziału… Moja rada dla każdej przyszłej mamy jest dużo bardziej ortodoksyjna – zero odwiedzin podczas pobytu w szpitalu, tylko partner. Niczego bardziej nie żałuję niż tego że godziłam się na odwiedziny. Te pierwsze doby po porodzie są tak kluczowe chociażby dla rekonwalescencji, zapoznania się z nowym Małym Człowieczkiem, jak i karmienia piersią, że to wszystko powinno odbywać się bez widowni. Przy kolejnym porodzie będę mądrzejsza, zero odwiedzin i zapłacę za salę jednoosobową z prywatną łazienką. A dziecko sobie może rodzina zobaczyć po tygodniu, mam gdzieś ich zdanie w tej kwestii.

    • gadkamatka

      Monika, w 100% się z tobą zgadzam!!! jezeli bedzie mi dane zostac mama po raz drugi dokladnie tak samo zrobie! mam nadzieje, tylko ze kolejna pociecha nie zrobi psikusa i postanowi urodzic sie na wakacjach bo bedzie problem 🙂

    • Monika, w 100% się z tobą zgadzam!!! jezeli bedzie mi dane zostac mama po raz drugi dokladnie tak samo zrobie! mam nadzieje, tylko ze kolejna pociecha nie zrobi psikusa i postanowi urodzic sie na wakacjach bo bedzie problem 🙂

  • Mama

    Co by tu dużo mówić. Byłam styrana, chciałam spać, nie mogłam się ruszać. Nie robiło mi różnicy czy mnie ktoś odwiedzał czy nie bo mój organizm był w trybie off. Poza tym szybko zleciało, pare osób mnie odwiedziło, pare osób odwiedziło inną szczęśliwą mamę. A koło mnie leżał mały cud i tylko tyle się liczyło.

    Za to jak zapytacie mnie o poród to przytoczę łacinę podwórkową 🙂 Mówić o porodzie a przejść poród to dwie zuuupełnie inne sprawy.

    • gadkamatka

      Marta, podejrzewam, że nic na twojej sali sie takiego nie stało, co moglo Ci utkwic w pamieci, czytajac komentarze innych mam to jest kosmos co sie dzieje na oddziale polozniczym. mi w sumie bylo wszystko jedno dlatego ze bylam sama w pokoju 🙂

    • Marta, podejrzewam, że nic na twojej sali sie takiego nie stało, co moglo Ci utkwic w pamieci, czytajac komentarze innych mam to jest kosmos co sie dzieje na oddziale polozniczym. mi w sumie bylo wszystko jedno dlatego ze bylam sama w pokoju 🙂

  • Anita

    Przedewszystkim to szpitale powinny zapewnić matkom i odwiedzającym osobny pokój odwiedzin. Mnie osobiście było bardzo nie zręcznie wstawać do malucha w piżamie czy karmin przy obcych ludziach

    • gadkamatka

      ja tez nie czulam sie komforotowo w pizamie ciazowej czy karmiac przy obcych ludziach, ktorzy patrzyli na rece i cyca czy dobrze lapie i podstawiam mala..

    • ja tez nie czulam sie komforotowo w pizamie ciazowej czy karmiac przy obcych ludziach, ktorzy patrzyli na rece i cyca czy dobrze lapie i podstawiam mala..

  • M&M

    Hymmm… ja największy problem maiłam z ciągłymi tłumami w sali ze względu na to że miałam straszne nawały pokarmu co kończyło się ciągłym siedzeniem przy laktatorze elektrycznym… nawet za bardzo nie bylo jak wykonać codziennej toalety ze względu na gości. Do mnie raz dziennie przyszła mama i raz koleżanka po to abym wypoczęła no ale cóż nie było mi to pisane.

    • gadkamatka

      oj tak! miałam to w trzeciej dobie! cycki chcialy mi eksplodować!!! do rozmiaru j!!!! ciagle odciaganie sie laktatorem jak krowa dojna 😀 wiec karmilam, odciagalam sie i tak w kolko ;/

    • oj tak! miałam to w trzeciej dobie! cycki chcialy mi eksplodować!!! do rozmiaru j!!!! ciagle odciaganie sie laktatorem jak krowa dojna 😀 wiec karmilam, odciagalam sie i tak w kolko ;/

  • toff

    Ja rodziłam w szpitalu w którym w ogóle nie ma odwiedzin na salach z noworodkami. Jest od tego pokój odwiedzin, który akurat był w remoncie kiedy ja rodziłam. Mąż przyszedł do mnie raz, postaliśmy na korytarzu 5 minut gdzie ja ledwo stałam i chodziłam. Tak że znacznie bardziej wolałabym jarmark na sali niż tą pozorną intymność i zero pomocy dla siebie i przy dziecku np. gdy chciałam iść do łazienki. Salowa wsuneła mi raz buty pod łóżko a wogóle nie mogłam ich dostać bo ledwo się poruszałam z bólu po jakże cudownym cięciu krocza, głupio mi było wołać pielęgniarke żeby mi się po buty schylała. Wiec nawet w takiej głupiej czynności byłam bezradna i na prawdę chyba wolałabym znosić namolnych gości.

    • gadkamatka

      Oj to rzeczywiście beznadziejna sytuacja ;/ ja poszłabym na boso 😀 ale prawda. przydaje sie obecnośc chociaż partnera, meza czy kogos bliskiego. mnie poratował tata ktory biegał po podpaski, mleko , smoczki nawet koszule mi kupował, bo woda parowała ze mnie jak z parowca ;/

    • Oj to rzeczywiście beznadziejna sytuacja ;/ ja poszłabym na boso 😀 ale prawda. przydaje sie obecnośc chociaż partnera, meza czy kogos bliskiego. mnie poratował tata ktory biegał po podpaski, mleko , smoczki nawet koszule mi kupował, bo woda parowała ze mnie jak z parowca ;/

  • Nie wspomniałaś jeszcze o tym, że zasady savoir vivre’u obowiązują także personel tegoż oddziału… to jedyny słaby punkt mojego pobytu – w moim przypadku goście nie byli uciążliwi, a jak wpadali, to na chwilę, ew. pogadać na korytarzu, żeby nie męczyć drugiej kobitki.

    • dokladnie! czasem traktują jak najgorsze zło i po co tutaj pani w ogole jest – nie dyskutuje i siedzi cicho!

  • Kama

    Ja rodziłam w Rybniku,gdzie panują zupełnie inne zwyczaje. Oddział położniczy jest zamknięty dla odwiedzających- masz gości, wychodzisz z maluchem do sali odwiedzin. Początkowo wydawało mi się, że to bez sensu, że nawet mąż nie może mnie odwiedzić na sali, ale po wszystkim stwierdzam, że to świetne rozwiązanie, właśnie z tego względu, że nie trzeba się krępować przed osobami odwiedzającymi koleżankę na łóżku obok.

  • Kasia

    Leżalam na sali dwuosobowej i odwiedzających było naprawdę mało. Za to nie podobało mi się zachowanie dziewczyny która leżała ze mna na sali. Ja po porodzie kilka godzin spalam już a ją przywieźli o północy. Krzyczała na męża, robili sobie zdjęcia i non stop gdzieś dzwonili. Ja rozumiem ze przypływ szczescia bo bobas juz na swiecie no ale bez przesady trzeba szanowac to ze druga osoba jest na sali i ze spi.

  • Joanna Jakubicka

    Tego co działo się na mojej sali chyba nikt nie przebije 😛 Leżałam w Trzebnicy, więc już od dawna cieszyłam się że tam jest tak kameralnie fajnie, że wszystkie sale dwuosobowe tylko. Szkoda, że nie przewidziałam jakich można mieć „współlokatorów”… Obok mnie leżała młoda w sumie normalna dziewczyna, tyle tylko że z jakiejś wsi okolicznej. I do niej w zasadzie nie było zastrzeżeń 🙂 Gorzej z jej wybrańcem serca – chłopak lekko po 20, wpadał zawsze pijany (raz sam, raz z kolegą a raz nawet z tatą), brudny i śmierdzący. Na zewnątrz było ponad 30 stopni i wszędzie straszny zaduch, ale jak on wchodził to po 30 sekundach serio nie dało się oddychać. Kładł się w jej łóżku z tym całym swoim syfem i nie reagował na prośby dziewczyny. Raz jak wychodząc pogłaskał tymi czarnymi łapami moją małą, to się tylko zastanawiałam czym tu by ją zdezynfekować. Gadał głośno, że go na całym piętrze było słychać, używając „kur*a” jak przecinku. A na koniec dwa hity 😀 Jak go jego dziewczyna poprosiła, żeby jej kupił wodę mineralną, to przyniósł jej 2l Hop Coli. A już na zawsze bohaterem moich historii ze szpitala został, kiedy podczas jednej z wizyt próbował namówić swoją dziewczynę, żaby pożyczyła mu 20 zł powtarzając to w kółko jak trzylatek… Ostatecznie interweniowała pielęgniarka i z całego serca mnie przepraszała, że nie ma gdzie mnie przenieść. Teraz się śmieję, ale wtedy doceniłam prywatne szpitale 🙂

  • Ja na porodówce najlepiej znosiłam obecność męża. Mógł tam siedzieć godzinami. A odwiedziny nawet mojej Mamy były już dla mnie męczące. Z mojego punktu widzenia na salę poporodową powinien wchodzić tylko ten, kto może pomóc świeżo upieczonej mamie. Albo wesprzeć ją psychicznie, albo przynieść zakupy albo posiedzieć przy dziecku, żeby ona mogła się wyspać. Tylko tego potrzebowałam jako pacjentka w tamtych chwilach. Wszystko inne było zbyteczne i bardzo dla mnie męczące.

    • trudno wyobrazic mi jest przebywanie na takiej sali gdzie jest kilka mam, noworodkow i ich cale rodziny – moglam zaznac tylko przedsmak w chwilach odwiedzin, ale szybko sie ewakuowalam 🙂

  • Po porodzie ogólnie rzecz biorąc było w porządku. Ze mną na sali (i z dwiema innymi Mamami) leżała jeszcze jedna ‚Pani’, która chodziła bez bielizny i podczas odwiedzin siadała okrakiem na łóżku… Poza tym nie wiedziała co to prysznic i nigdy nie wyłączała dźwięków w telefonie, który dzwonil w nocy budząc wszystkich dookoła… Także taki savoir vivre przyda się wszystkim 😉

  • Się naprodukowałam a mój komentarz wcielo… Taki savoir vivre przyda sie wszystkim bez wyjątku! Ze mną na 4-osobowej sali leżała kobieta, ktora nie wiedziała co to prysznic.. Nie nosiła bielizny i nie zważając na fakt odwiedzin siadała po turecku na łóżku… Poza tym nie wyłączała dźwięków w telefonie, który dzwonil w nocy i budzik wszystkich…

    • o jezusie… to jakas masakra musiała byc ;/

  • Paulina

    Kiedy ja rodziłam, ze względu na epidemię grypy, był kompletny zakaz odwiedzin. I bardzo mi się to podobało. Nikt nie przeszkadzał, mogłam skupić się na swojej córeczce. Sama też dobrze się wysypiałam, miałam czas pójść do łazienki i możliwość zostawienia małej na ten czas pod opieką położnej. Kiedy mama przyszła przynieść mi jedzenie i wodę (wiadomo jak karmią w naszych szpitalach), to przez zamknięte drzwi na oddział pokazałam jej moją córeczkę. Mąż był za granicą. Przyleciał dzień po moim powrocie do domu. A jak goście zaczęli mi się zapowiadać, że chcą zobaczyć małą, to umawiałam się dopiero jak mała skończyła 2 tygodnie, kiedy my już trochę zdążyliśmy się napatrzeć na nasze szczęście 🙂

    • bardzo dobre podejscie 🙂 ja rozumiem, ze kazdy chce zobaczyc bobasa bo to pewnego rodzaju „atrakcja” szczęście, ale czesto zapominaja o tych pierwszych, wspolnych chwilach dla calej trójki.