Wyjazd z dzieckiem na weekend. Jeszcze nie wyjechaliście, a już marzysz o powrocie?

Lipiec 11, 2015
Wyjazd z dzieckiem na weekend. Jeszcze nie wyjechaliście, a już marzysz o powrocie?
Wakacyjny weekend za miastem, piękna pogoda – brzmi bajecznie. My postanowiliśmy spędzać każdą wolną, wakacyjną chwile aktywnie. Gdzieś przeczytałam, że nic tak dobrze nie rozwija wyobraźni dziecka, jak podróże. To idealny czas, żeby odpocząć od codziennej bieganiny i spędzić więcej czasu w trójkę. A co ważne, nie trzeba wyjeżdżać daleko, żeby aktywnie spędzić czas.
Tylko jak podróżować, cieszyć się z „rodzinnego wyjazdu” kiedy zaatakowała nas górna jedynka? Jej pojawienia się nie sposób przewidzieć co do dnia. Przecież tydzień był w miarę znośny. Wyszły nam dwie górne dwójki i jedynka, miałam nadzieję, że zębiradła odpuszczą na pewien czas.. Weekend? Śmiem twierdzić powtórka z Chorwacji, ale o tym dalej. Przecież byłoby zbyt nudno, gdyby wszystko szło zawsze po naszej myśli. Mam rację, prawda? Od poniedziałku sprawdzałam prognozy pogody, ale nie na jednym portalu, na co najmniej trzech, jak nie czterech. Nic po wypadzie z maluchem, gdy będziemy kisić się w pokoju hotelowym – taką atrakcje możemy mieć zupełnie za free zostając w domu. Dlatego, chciałam mieć wszystko zaplanowane – nawet pogodę.
Piątek 17:00 jeszcze raz sprawdzam prognozy czy aby na pewno nic się diametralnie nie zmieniło? Na szczęście prognozy nie wskazują na burze z piorunami, więc rezerwujemy raz – dwa – kierunek Zakopane – Hotel Sabała, a to żeby było blisko Krupówek, a co by się nie nachodzić i szybko wyskoczyć z hotelu. No i zaczęło się na Zakopiance, dłuższa podróż w wypasionym foteliku ROMER już przestała podobać się małej awanturnicy. Przy okazji awantury odezwał się mały głód, ale na przekór mamie nie będę jeść, ani pić. Histerii ciąg dalszy. Kreatywny tata postanowił „zagłuszać” muzyką awanturnice i tak kilkadziesiąt minut jechaliśmy na zmianę wsłuchując się w krzyk rozkapryszonego malca i „na full” RMF’u.
Dotarliśmy na miejsce, szybkie zakwaterowanie i ruszamy coś zjeść.
 
Jaki plan na ten weekend?
1. Trochę „zwiedzania” Krupówek – ale co tu zwiedzać, jak średnio kilka razy w roku tutaj jesteśmy – ale na pewno bacowie zaskoczą! Tym razem nową kolekcją sukienek góralskich, bamboszy czy nowym smakiem oscypka (jeżeli mógłby smakować inaczej niż zwykle).
2. Sobota – plan zdobyć Gubałówkę, awantura śpi, łapiemy pierwsze bilety od sprzedających łazików i wjeżdżamy.
3. Niedziela – w końcu słyszę od piątku – mąż jak rozkapryszone dziecko chcące zabawkę w sklepie, a to lizaka, a to czipsy,  JA CHCĘ DO DOLINY CHOCHOŁOWSKIEJ.
 
Plan jest? Jest.
Miała być rodzinna sielanka, a jest rodzinny koszmar. Mała od piątku odmawia jedzenia, pakuje wszystko do buzi, co ma pod ręką – idzie ta cholerna jedynka. Z takim problemem boryka się niejedna matka, a skutecznego antidotum brak. Zęby wyrzynają się niestety według swojego własnego, ustalonego przez naturę planu. Cztery maści, które posiadamy nie dają żadnego ukojenia.  Zawsze coś, ale dlaczego wtedy, gdy chcemy odpocząć i miło spędzić razem czas?
Od nadmiernego spacerowania mnie obtarły melisski, do tego okropne zakwasy, kapryszące dziecko mmmama mmmamama mmmaama, zgubiłam termos i mąż, który z całej sytuacji nic sobie nie robi  – a tylko powtarza – idziemy na kiełbaski z baraniny. 
Także pozdrawiam Was, ja i moja dwójka dzieci. To był cięzki weekend. 

Udostępnij

gadkamatka

Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę. Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną.